Epiplatys Annulatus - trudna miłość w czasach zarazy

Jak rozmnożyć nasze pociechy

Autor
tencin
Posty: 65
Rejestracja: 11 maja 2020, 19:42
Imię: Sebastian
Został pochwalony: 7 razy

18 maja 2020, 22:47

To będzie historia miłości gorącej i tragicznej, nieustępliwie dążącej do zaspokojenia wbrew przeciwnościom losu. Będzie to również historia nieoczekiwanych skutków zarazy i tego jak musiałem złamać swoje zasady.

Od dawna stoi u mnie mała kostka 30L, wielokrotnie zmieniająca swoje przeznaczenie i służąca za tarlisko dla małych ryb. Jakiś czas temu wpuściłem do niej dwie piękne samiczki i nad wyraz jurnego samca szczupieńczyka karłowatego. Bardzo lubię te ryby i zawsze chciałem doczekać się od nich potomstwa. Jak tylko zobaczyłem że samiec chętny a samiczki gotowe, nie zastanawiałem się długo - kostka stała i czekała, no i nawet miała idealne warunki do eksperymentu.

W środku nieco roślin dennych, ponad połowę lustra przykrywa Salvinia natans. Podłoże dziwne - na dnie warstwa drobnego kruszywa, nad nim mieszanka starego substratu krewetkowego (który już dawno stracił swoje właściwości) + torf włóknisty, do tego dużo liści uzupełnianych w miarę ubywania. Woda miękka na RODI, KH w okolicach 2, GH w okolicach 5, pH stabilnie w okolicach 6,0-6,1. Sporo związków humusowych i garbników, co widać po wodzie.

Rybeńki poczuły się w kostce jak u siebie w domu a samczyk zabrał się ochoczo do pracy. Szczupieńczyki to ogólnie dość jurne ryby, długo ich namawiać nie trzeba. Zupełnie czymś innym jest odchowanie młodych - narybek jest tak drobny i delikatny, że potrafi sprawić sporo problemu. Ikra też nie należy do najtwardszych, łatwo pleśnieje i jest wrażliwa na światło (narybek również). Plusem jest to, że prawidłowo karmione szczupieńczyki nie przejawiają do swoich młodych uczuć natury kulinarnej.

Niedługo po wprowadzeniu się rybek do kostki zaczął mi się niestety w domu remont. Jednym ze skutków remontu okazała się konieczność przeprowadzenia wszystkich moich zbiorników do innego pomieszczenia. To nigdy nie jest dobry pomysł, bo wymaga agresywnego odpompowania wody i delikatnego przemieszczenia szkieł bez psucia aranżacji. To się nigdy w 100% nie udaje, zawsze coś się naruszy. To co narusza się najczęściej, to niestety równowaga w zbiorniku. Tak było i w tym przypadku. Dwa dni po przeniesieniu u szczupieńczyków pojawiły się sinice. Eksplozja sinic. W ciągu jednej nocy wszystko pokryło się grubym kożuchem - rośliny, drewno, kamienie, osprzęt, ścianki, dosłownie wszystko poza rybami. Widocznie przenosiny spowodowały uwolnienie (zapewne z podłoża) pokładów fosforu no i nieszczęście gotowe. Dokładnie w tym samym momencie zauważyłem ikrę szczupienczyków przyklejoną do korzeni salvinii. Kolejnego dnia przyszła zaraza i zamknęła mnie w domu. Masakra.

W taki oto sposób zostałem z ikrą, sinicami, remontem i totalnym odcięciem od zaopatrzenia. Pamiętacie tę panikę z początków lockdown'u - nic nie działało, wszyscy w panice zamknęli się w domach wykupując ze sklepów makaron i papier toaletowy. Papier miałem ;P Nie miałem za to RODI bo sklepy zamknięte a mój filtr nieczynny z okazji remontu. Na dodatek okazało się, że to nie koniec nieszczęść. Samiec szczupieńczyka poczuł się w tych sinicach tak nieszczęśliwym, że znalazło sobie kilkumilimetrową szczelinę przy wlocie filtra i jak jakiś Houdini opuścił akwarium by wyschnąć sobie w spokoju na szafce. Wtedy ja też wpadłem w panikę i postanowiłem za wszelką cenę ratować ryby, nawet kosztem ikry.

Tu właśnie pojawia się moment, gdy w pandemicznym amoku postanawiam zapomnieć o zasadach i sięgam po chemię. Nie lubię jej, ale czasami ratuje życie, więc zawsze coś mam w zanadrzu na trudne sytuacje, gdy spokój i opanowanie to zbyt wolna metoda. Musiałem więc szybko wymyślić jak pozbyć się sinic i jak podmieniać wodę z użyciem kranovitu (u mnie 8 KH, 16 GH i absurdalnie wysokie ilości manganu) ale tak, żeby nie popsuć sobie zbytnio parametrów. Na pierwszy ogień poszły sinice, żeby mi nie zamordowały roślin. Brak możliwości podmiany nie był w tym wypadku taki zły, bo lekkie kumulowanie się związków azotu było tym, czego potrzebowałem. Potrzebowałem też czegoś bardziej radykalnego, żeby załatwić błękitną plagę szybko i skutecznie.

Z pomocą przyszła schowana na takie trudne czasy buteleczka Blue Exit. Środek ten swoją skutecznością już mnie kiedyś raz zaskoczył i tym razem również nie zawiódł. Po 3-4 dniach sinice zamarły a potem zaczęły odpadać. Po tygodniu przyszła pora na podmianę, pozbycie się chemii ze zbiornika i odessanie martwych sinic. Tu pojawił się problem twardego kranovitu. Co zrobić? Poszperałem w swoich zapasach i odkryłem, że mam jeszcze trochę żywic kationitowych od Zooleku. Konkretnie Filtrax KH i GH. Zostały mi jeszcze z czasów sprzed filtra RO, kiedy to były niezastąpione do awaryjnego zmiękczania wody. Zapakowałem woreczki bezpośrednio do zbiornika wieszając je na deszczowni tak, żeby woda łatwo je opływała. Potem zacząłem podmieniać wodę codziennie, małymi partiami, sprawdzając czy trzyma parametry. Jak było OK, woreczki wyjmowałem, żeby mi do końca nie wyjałowiły wody. Po kolejnym tygodniu w zbiorniku nie było śladów po sinicach, wszystko się ustabilizowało, żadnych strat w roślinności.

No a potem ku swojemu zdziwieniu wśród salvinii wypatrzyłem narybek... To był szok jeszcze większy niż lockdown, który do tej całej dziwnej akcji doprowadził... ;) Narybku było niewiele, zaledwie 7 sztuk, co akurat w przypadku szczupieńczyków mnożących się "samopas" jest naprawdę niezłym wynikiem. Z braku dostępu do żywej drobnicy musiałem to jakoś wykarmić no i udało się z użyciem pokarmów mikro (zawsze mam zapas). Wszystkie 7 sztuk przeżyło, dzisiaj są już pięknie wybarwione i pływają w toni razem z samicami, polując ma mszyce, które zalęgły mi się wiosną na salvinii - swoją drogą to jest normalnie doskonały pomysł, szczupieńczyki pasą się na tych mszycach jak szalone, salvinia wygląda tak, jakby inwazja mszyc kompletnie jej nie przeszkadzała... ;P

Poniżej foto zbiornika tuż po zakończeniu walki z sinicami oraz nowsze zdjęcie mamuśki z potomkiem.
IMG_0575.jpg
Zbiornik po sinicach. Roślinki zdrowe, na mangrowiec wróciły algi (celowo tam są, pięknie wyglądają).
IMG_0575.jpg (148.94 KiB) Przejrzano 310 razy
IMG_0582.jpg
Nieco nieostre, ale nie mam czym zrobić lepszego. Mamuśka i jej pociecha.
IMG_0582.jpg (216.24 KiB) Przejrzano 324 razy
Poprawiłem foto - inerkoma
ODPOWIEDZ