Koty a ptaki

Awatar użytkownika

Autor
Frosch
Posty: 214
Rejestracja: 03 lis 2018, 16:43
Lokalizacja: Białołęka
Imię: Krzysztof
Pochwalił: 13 razy
Został pochwalony: 41 razy

03 cze 2020, 10:50

Wrzucam tekst o wpływe swobodnie chodzących kotów na populację ptaków. Warto zwrócić uwagę, że o wiele więcej ptaków ginie zabitych przez koty niż w wyniku kolizji z samochodami czy liniami wysokiego napięcia.

https://otop.org.pl/uploads/media/ptaki ... zewski.pdf
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/ ... i-wsi.html

oraz

https://dotearth.blogs.nytimes.com/2009 ... and-birds/

Pamiętam z moich rodzinnych stron, że odkąd na ogródkach działkowych kilka osób zaczęło hodować koty, to populacja małych ptaków znacznie spadła. Te koty były karmione i mnożyły się (nie były sterylizowane).
Ostatnio zmieniony 03 cze 2020, 12:15 przez Frosch, łącznie zmieniany 1 raz.

Dein
Posty: 1453
Rejestracja: 09 sty 2018, 19:27
Imię: Dein
Pochwalił: 201 razy
Został pochwalony: 130 razy

03 cze 2020, 11:21

Czy ktoś zrobił badania, ile małych ptaków ubyło z ogródków działkowych, odkąd dominuje trend na wycinanie prawdziwych, dojrzałych drzew pod ozdobne tuje i trawniki?
Na działkach i w ogrodach żaden (uczciwie dokarmiany) wolno żyjący kot nie zabił/ wypłoszył tylu małych ptaszków, co sami ogrodnicy, pokonując różne przeciwności losu i niewygody na skróty. Trując robale, używając ciężkiego, głośnego sprzętu, hałasując, karczując, rozjeżdżając.
Karmie koty działkowe, więc zdaniem przeciwników zapewne je hoduję. Karmię, a mimo wszystko rzadko są w na tyle świetnej kondycji, żeby uprzyjemniać sobie wolny czas mordowaniem ptaków, jaszczurek, nornic i myszek. Wszystkie te drobne stworzenia są obecne na mojej działce obficie obok kotów, których jednak specjalnie nie przybywa. Co roku mniej więcej tyle samo przybywa, ile ubyło wskutek chorób, wypadków, miłosiernych działań działkowiczów. W najbliższej okolicy pisklęta wyprowadzają regularnie i w spokoju pleszki, sikory, wróble, kopciuchy, kwiczoły.
To w obronie zdziczałych kotów działkowych, których jedyną winą jest to, że są kotami. Sądzę, że większe spustoszenie wśród piskląt drobnicy czynią teraz krukowate, których jest cała armia i są od kotów bardziej zdeterminowane.

Mieszane uczucia mam co do domowych, upasionych kotków wychodzących. Nie potrzebują się dożywiać, mordują sobie faktycznie dla rozrywki. Kotki brata jednego roku przyniosły na wycieraczkę trzy mioty kopciuchów, zanim nie wymyślili zabezpieczenia.
Ciekawe, że nie zniechęca to kopciuchów do miejscówki.
"Odór i wodór. Smród i śmierć" - R.
Awatar użytkownika

Autor
Frosch
Posty: 214
Rejestracja: 03 lis 2018, 16:43
Lokalizacja: Białołęka
Imię: Krzysztof
Pochwalił: 13 razy
Został pochwalony: 41 razy

03 cze 2020, 12:28

Dein pisze:
03 cze 2020, 11:21
Czy ktoś zrobił badania, ile małych ptaków ubyło z ogródków działkowych, odkąd dominuje trend na wycinanie prawdziwych, dojrzałych drzew pod ozdobne tuje i trawniki?
Co prawda nie konkretnie o ogródkach działkowych, ale są https://www.senat.gov.pl/gfx/senat/user ... ternet.pdf
Wymienione w pierwszym poście statystyki dotyczyły śmiertelności ptaków, nie spadku liczebności wynikającego z utraty miejsc lęgowych.
Dein pisze:
03 cze 2020, 11:21
Na działkach i w ogrodach żaden (uczciwie dokarmiany) wolno żyjący kot nie zabił/ wypłoszył tylu małych ptaszków, co sami ogrodnicy, pokonując różne przeciwności losu i niewygody na skróty.
Koty są oczywiście jednym z wielu, ale nie jedynym czynnikiem wpływającym na liczebność ptaków.
Dein pisze:
03 cze 2020, 11:21
To w obronie zdziczałych kotów działkowych, których jedyną winą jest to, że są kotami. Sądzę, że większe spustoszenie wśród piskląt drobnicy czynią teraz krukowate, których jest cała armia i są od kotów bardziej zdeterminowane.
Na wsiach myślę, że więcej szkód robią koty niż krukowate. Krukowate są znacznie liczniejsze w miastach, gdzie mają obfitą bazę pokarmową w postaci odpadków. A przy tym nie rezygnują z rabowania gniazd innych ptaków.

Na wsiach jest też popularne nie karmienie kotów (sam pamiętam z wizyt u dziadków) niczym poza mlekiem, żeby "jadły myszy". Niektórzy to samo robią z psami (puszczanie ich luzem, żeby sobie coś upolowały).
Dein pisze:
03 cze 2020, 11:21
jedyną winą jest to, że są kotami.
Tu nie chodzi o "winę"czy jej brak. gatunki inwazyjne lub obce, nie podlegające w dostatecznie dużym stopniu naturalnym czynnikom redukującym ich pogłowie często negatywnie oddziałują na lokalne populacje (za x tysięcy, milionów lat wytworzy się pewnie stan równowagi - przykładem są zmiany fauny, które miały miejsce w historii Ziemi, np. po wynurzeniu się Przesmyku Panamskiego fauna z obu Ameryk przemieściła się na północ lub południe, przy czym wiele gatunków wymarło). Mi też jest przykro patrzeć na filmy pokazujące tępienie ropuchy agi w Australii (zawinił człowiek przenosząc ją na nowy kontynent).

Dein
Posty: 1453
Rejestracja: 09 sty 2018, 19:27
Imię: Dein
Pochwalił: 201 razy
Został pochwalony: 130 razy

03 cze 2020, 13:25

Frosch pisze:
03 cze 2020, 12:28
Tu nie chodzi o "winę"czy jej brak
A jednak te rozkminy i badania o inwazyjności i wypieraniu jednych gatunków przez inne, to każdorazowo woda na młyn dla osób, które "szkodnika" i winę widzą wszędzie, ino nie w człowieku. W zeszłym roku na działkach trup koci słał się gęsto, bo przyzwolenie na eksterminację "szkodnika" jest powszechne. Nieważne, że nie chodziło o szkody na drobnym ptactwie, tylko urojenia hodowcy gołębi, które to gołębie z kolei są "szkodnikami" w oczach kolejnej grupy użytkowników działek. Jeden szkodnik wyjada gołębie, drugi szkodnik wyjada kukurydzę, szpaki jednak też są szkodnikami, więc szkodnikami są też Ci, którzy mordują koty, które potencjalnie mogą wyjadać lub odstraszać szpaki. Nieudolna ludzka retoryka w rzekomej obronie praw natury.

Im dłużej żyję, tym bardziej jestem przekonany, że tak musi być i to naturalna kolej rzeczy, że jedne stworzenia dominują nad innymi, wypierają mniej przystosowane, prowadzą do unicestwiania gatunków, po czym same znajdują się w odwrocie - te procesy są odwieczne, populacje rosną i maleją, wymierają i powstają nowe.
Nie kwestionuję "szkód", jakie robią zwierzęta wprowadzone przez człowieka do obcego, często delikatnego ekosystemu i nie kwestionuję tego, że zmiany są trudne do przewidzenia, nie zawsze bliskie sercu ludzkiemu, który pragnie, żeby pewne rzeczy pozostały niezmienne dla potomności.

Tymczasem ja o tych kotach, przez które zmalała populacja ptaszków na działkach, o czym wspomniałeś.
Ja zaś wspominam, że tych kotów łażących bez kontroli po podwórkach, działkach i ogródkach miejskich było kiedyś o wiele więcej, bo nie było masowych sterylizacji. Wydaje mi się, że w tej chwili koty zdziczałe są w odwrocie i zaistniała jakaś tam równowaga, dzięki przede wszystkim sterylizacjom. Na osiedlu, na którym mieszkam, częściej widuję szczury, niż koty.
Kocięta na działce widziałem przez 4 lata dwukrotnie. Z zeszłorocznego miotu czteroosobowego przychodzi teraz jedna sztuka. Reszta raczej nie przetrwała zimy, chociaż nie była to zima stulecia. Czasami kocięta działkowe udaje się odłowić i wędrują po sąsiedzku do schroniska i w dobre ręce. Starsze koty działkowe czasami odławiane są tylko na sterylizację i potem wypuszczane.
W ogóle nie ma już żadnego kota z tych, które odwiedzały mnie w pierwszym roku. Rekordzistkę widuję trzeci rok z rzędu. Jest sterylizowana, sądząc po naciętym uchu. Wygląda paskudnie i nie byłaby w stanie upolować ptaka. Z trudem je suchą karmę, więc karmię ją konserwami. Ma zapadnięty grzbiet, grzybicę i chorobę dziąseł.
Koty działkowe żyją maksymalnie po kilka sezonów i nie wydaje mi się, żeby miały znaczący wpływ na dynamikę populacji drobnego ptactwa w okolicy. W przeciwieństwie do zmian, jakie wprowadzają nowe pokolenia działkującej ludności, gardzącej ogródkowymi uprawami, sadownictwem, ciszą i spokojem. Wybierające jako podkład dźwiękowy do działkowego wypoczynku rąbankę disco z samochodu, nie piukanie bogatki.

Badania o inwazyjnych stworzeniach są bardzo ciekawe oczywiście, ale trochę się boję ich konsekwencji. Człowiek w swoim poczuciu sprawczości i nieomylności, zachowuje się jak pambuk. Najpierw psuje, potem reperuje, a na końcu się okazuje, że jak reperował, to popsuł dwie inne rzeczy. Stosując przy tym metody, które nie mają nic wspólnego z szacunkiem do drugiego stworzenia.
"Odór i wodór. Smród i śmierć" - R.
ODPOWIEDZ