Tylomelania

Ślimaki, krewetki etc.

Autor
tencin
Posty: 327
Rejestracja: 11 maja 2020, 19:42
Imię: Sebastian
Pochwalił: 7 razy
Został pochwalony: 77 razy

14 paź 2020, 10:48

Mam dla Was zagadkę, której sam nie potrafię rozwiązać.

Jakieś 1,5 oku temu w przypadkowym sklepie akwarystycznym zauważyłem dorosłą, w pełni wyrośniętą Tylomelanię, trzymaną w totalnie nieodpowiednich warunkach. Żyła sobie w bardzo miękkiej wodzie, w zbiorniku z krewetkami Caridina. Sprzedawca potwierdził że jest to RO mineralizowane do KH 0 i GH 5, woda kwaśna. Było to widać - ślimak miał mocno zerodowaną muszlę, zwłaszcza końcówkę - brakowało sporego kawałka. Nikt nie chciał kupić wybrakowanego ślimaka, więc była skazana na smutny los powolnego rozpuszczania skorupy. Zlitowałem się nad nią i została dorzucona jako bonus do zakupów które robiłem (to był mój warunek, że w ogóle kupię cokolwiek). Tak więc zajączek trafił do mnie i żyje sobie spokojnie od tego czasu w jednym z moich zbiorników.

Tutaj zaczyna się zagadka. Wiem, że Tylomelanie są rozdzielnopłciowe i jajożyworodne. Wiem też, że samica przechowuje nasienie w zbiornikach nasiennych. Mając jednego ślimaka, który już w momencie zakupu miał za sobą historię życia w samotności nie liczyłem na rozmnożenie. Tymczasem nagle, po 1,5 roku już u mnie w zbiorniku zaczęły się pojawiać młode Tylomelanie. Nie jest ich dużo, dosłownie pojedyncze osobniki (do tej pory wypatrzyłem 3 sztuki, z czego jedną jako artefakt po posiłku helenki). Wykluczam możliwość przywleczenia jaj albo młodych z roślinami - dawno nic w tym zbiorniku nie sadziłem no i Tylomelanie nie składają jaj.

Czy ktoś z Was spotkał się z takim przypadkiem? Czy to możliwe, że nasienie przechowywane przez ślimaka nadal będzie aktywne po minimum 1,5 roku od zapłodnienia (raczej więcej, ale tylko taki czas mogę potwierdzić)? Alternatywą wydaje się wyłącznie partenogeneza, ale nie spotkałem się nigdzie z informacją, że jest ona możliwa u tych ślimaków. Może ktoś z Was ma więcej informacji i mnie oświeci?
Awatar użytkownika

GrandeOW
Posty: 3488
Rejestracja: 09 sty 2018, 15:08
Lokalizacja: Warszawa - Ochota
Imię: Tomek
Pochwalił: 110 razy
Został pochwalony: 207 razy

14 paź 2020, 12:10

tencin, spotkałem się z tym że Tylomelanie przez okres około roku z kawałkiem co jakiś czas wydawały na świat młode ślimaki. Częstotliwość porodów zależy w największej mierze od warunków w jakich żyje. Jeśli woda będzie miękka to nie spodziewałbym się porodów, bo ślimak nie będzie miał fizycznie z czego wykształcić muszli (tak sobie to przynajmniej tłumaczę). W Twoim przypadku wydaje mi się że przez okres około pół roku ślimak się odbudowywał bo gehennie jaka go spotkała i czekał na dogodne warunki do porodu a jak już się zaczęło to co jakiś czas rodził maluchy. Z dużą dozą prawdopodobieństwa po prostu mogłeś tego nie zaobserwować (biorąc pod uwagę że masz helenki tym bardziej).
U mnie w średnio twardej wodzie kolejne ślimaki pojawiały się co około 1,5 - 2 miesięcy (nigdy nie rodziło mi się więcej niż 1 szt. - i tak to chyba powinno być z tego co pamiętam). Gdyby przyjąć że maluchy pojawiały się co 2 miesiące a masz ich min. 3 to już jest pół roku. Być może maluchów było więcej.

Myślę że co całkiem prawdopodobne. Jak to wszystko policzyć to nawet się zgadza. Wykluczyłbym tu działanie Boskiej siły i niepokalanego poczęcia.

Z tego co czytałem (chyba nawet w jakichś "mądrzejszych publikacjach") to Tylomelania jest jednopłciowa, a więc nie ma możliwości samozapłodnienia u tego ślimaka.

Dein
Posty: 1492
Rejestracja: 09 sty 2018, 19:27
Imię: Dein
Pochwalił: 194 razy
Został pochwalony: 112 razy

18 paź 2020, 12:39

Nie mam wielkiej wiedzy teoretycznej na temat Tylomelanii vel Fredów, za to bogate doświadczenie, sięgające ponad 6 lat wstecz, kiedy to kupiłem sobie 5 ślimaków (w kropki, żółte, pomarańczowe) i rozpocząłem okrutne eksperymenty in vivo.
Mam kilka spostrzeżeń, dotyczących pomarańczowych Fredów, ponieważ żółte i kropkowane szybko się skończyły.

- kiedy się już się przystosuje, pomarańczowy Fred staje się nieśmiertelny, samodzielny, samowystarczalny pod wieloma względami, a jego zachowania bywają brawurowe i ekscentryczne. To pomarańczowy żywioł;

- nigdy nie widziałem martwego, pomarańczowego Freda, co oznacza, że moja najstarsza maciora ma 6 lat i jeszcze trochę. Nie wiem, jak bardzo stara była, kiedy ją nabyłem, ponieważ tak jak potrafią zakonserwować spermę w magazynach, mogą też zatrzymać się na trochę w rozwoju i bardzo wolno rosnąć, a potem stać się w stosunkowo krótkim czasie potężnym klocem;

- z całą pewnością magazynują spermę bardzo długo i nie zdziwiłbym się, gdyby cała populacja wywodząca się od mojej maciory, była od jednego samca i z jednej kopulacji :D Po co się przemęczać, skoro można raz a porządnie. To są bardzo uporządkowane, dokładne i mądre zwierzęta, nie trwoniące energii na pierdoły, a młode są bardzo dopracowane! Proszę zwrócić uwagę na to, że dzieci wyglądają staro i mają śliczne zmarszczki, są prawdziwymi miniaturkami, nie czymś z grubsza w kształcie rodzica - tym się różni rzemiosło od jajcarskiej masówki a' la ampularia, której młode są niedopracowane i podobne zupełnie do nikogo. Fred rodzi się rzadko, pojedynczo, ale za to kiedy jest już naprawdę gotowy - schodzi z taśmy kompletny i idealny, gotowy do przybierania na masie i dojrzałego planowania przyszłości. Nie mogłoby się tak dziać, gdyby madka zajmowała się kopulacją i romansami non stop i szła w ilość i genetyczną różnorodność;

- za teorią o tym, że sperma może być magazynowana naprawdę długo przemawia fakt, że 2,5 roku temu pozbyłem się prawie wszystkich swoich Fredów na rzecz drogich Koleżanek i Kolegów z forum, zostawiając sobie "staruszkę" Maciorę, jako że starców żadnego gatunku z przyczyn etycznych i światopoglądowych nie oddaję. Naprawdę byłem przekonany, że jest u schyłku życia i pozbawiona jurnych partnerów przestanie produkować żywe problemy i w pokoju będziemy sobie egzystować do jej rychłej śmierci z przyczyn naturalnych. W tej chwili, pomijając Maciorę, mam już oczywiście całe stado złożone z kilkunastu sztuk różnej wielkości. Wydaje mi się, że młodych przez dłuższy czas nie było, a przecież nawet jeśli kontynuowała rodzenie niezwłocznie, musiał minąć z rok, żeby potencjalni synowie mogli się zaangażować w stosunki kazirodcze i napełnić matczyne magazyny.
"Odór i wodór. Smród i śmierć" - R.
ODPOWIEDZ